Winna, część 2

Mam jedną cechę, którą zauważyłam u siebie pod koniec gimnazjum; powiedziałam wtedy o niej pewnej bliskiej osobie i zobaczyłam przerażenie na jej twarzy. Jakbym wyjawiła co najmniej, że mam ogon. Mam wrażenie, że to jeden z najmocniej ugruntowanych elementów w moim charakterze, będący jego podstawą i nadający mu kształt. Sprawę najprościej wytłumaczyć obrazowo: wyobraź sobie, że swoje uczucia możesz fizycznie wziąć do ręki jak płytę CD i wedle uznania umieścić w napędzie, a co ważniejsze, z niego usunąć. To moja zdolność. Jeśli podejmuję decyzję, że żywię uczucie spowalniające moje ruchy, nieodwzajemnione bądź niedługo mające być źródłem cierpienia, jestem w stanie je zamknąć w wyimaginowanym schowku, do którego nikt nie zagląda i nie poczuć jego oddziaływania aż nie zechcę. Po raz pierwszy dostrzegłam to u siebie kiedy poczułam, że jedna z moich ulubionych osób (zawsze miałam bardzo wąskie grono, jednak z każdą z tych dziewczyn utrzymywałam głębokie przyjaźnie) nie odwzajemnia mojego zaangażowania, bo zainteresowana jest już poznawaniem osób z następnej szkoły. Postanowiłam nie dać się postawić w pozycji "zostawionej" i to ja ukróciłam intensywność tej przyjaźni (czytaj: oddzielić silną sympatię od osoby), by, gdy tamta zupełnie zniknie, nawet tego nie odczuć. Skupiłam się wtedy na nowych znajomościach, cała misja zakończyła się zupełnym powodzeniem: ze wspomnianą przyjaciółką z czasów gimnazjalnych mam kontakt, nie wyniknęła między nami żadna kłótnia, ja nie poczułam odrzucenia. Nie pozwoliłam, by emocje wpłynęły na moje zachowanie.

Zdolność ta przydała się wiele razy w związkach. Zanim jednak to opiszę, mam potrzebę poruszenia kwestii pośredniej. Zdarza się, że prywatnie odzywają się do mnie osoby tkwiące w toksycznych związkach albo po prostu niezadowolone z jakości swojej relacji. Pytanie jest zawsze to samo: jak nie cierpieć po rozstaniu? A odpowiedź: rozstań się z tą osobą bez jej świadomości, zanim się o tym dowie. Dla własnego zdrowia. Założę się, że w tym momencie część pomyśli, że to "bezduszne", "zimne", "okrutne" i/albo "niedojrzałe". Jesteśmy przecież wychowywani w przekonaniu o tym, że o związek trzeba walczyć, dawać drugie, trzecie a i siódme szanse, za romantyczne uznajemy związki toksyczne, patrzymy na nieudane małżeństwa swoich rodziców, wujków lub dziadków, które trwają, bo "rozwód? to nie wypada", ci ludzie są nieszczęśliwi i niespełnieni, za szybko zdecydowali się na dom, kredyt i dziecko, "takie były czasy". Ano były, ale wiesz, już nie są. 

Jeśli relacja Ci nie odpowiada, ciąży i zamiast budować świetlaną przyszłość rysuje ją raczej w barwach męki, wiecznych pretensji z przebłyskami szczęścia w "lepsze dni", to po co w niej trwasz? Masz wystarczająco przeszkód przed sobą, żeby kolejnej świadomie pozwolić się uwiązać u swojej kostki. Prosta, twarda zasada - nie pomaga, to niech przynajmniej nie przeszkadza. Ta krótka ocena wiele razy uratowała mi dupę i, oczywiście, naraziła na krzywe spojrzenia, bo "nie chce mi się walczyć o uczucie".

Jakie.

Uczucie.

Jeśli mam pozwolić komuś na utrudnianie mi egzystencji przez wzgląd na uczucie, które za pół roku i tak zniknie pod natłokiem problemów i zostaniemy z grymasami, to ja wybieram wolność już teraz.

Moim zdaniem bezduszne, zimne, okrutne i niedojrzałe jest nie potrafić przyznać przed sobą, że boimy się wziąć całkowitą odpowiedzialność za swoje życie. W chwilach, gdy pod skórą czujemy "to nie to", leniwie wyznaczamy kolejną granicę, przy której "to już będzie koniec". A potem następną, jakbyśmy chcieli, by było za późno na decyzję. Bo wtedy to przecież nie nasza wina, my próbowaliśmy, a że wyszło, jak wyszło, to przecież niezależne od nas. Nie wyobrażam sobie żyć ze świadomością, że nie decyduję o swoim życiu. Z tego powodu bardzo często czytając wiadomość prywatną od osoby szukającej wsparcia, pomocy, pouczenia, niedowierzam; oto czarno na białym zostaje mi opisane, jak uczucie zaślepia zdrowy rozsądek, a wszystko to zwieńczone "myślisz, że powinnam dać jeszcze szansę?". I wtedy nie wiem, czy Ty w ogóle sobie dajesz jeszcze szansę? Zastanowiłaś się kiedyś, po co w ogóle człowiek szuka pary? Dlaczego chcemy mieć kogoś u boku? Bo razem łatwiej przetrwać, pokonać komplikacje. A skoro Twój partner jest komplikacją... Mam kontynuować?

No dobra, to teraz jak wygląda to moje oddzielanie uczuć od osoby i wewnętrzne rozstanie z nią. Przede wszystkim, mam ogromną cierpliwość i muszę doświadczyć prawdziwego rozczarowania, by cały proces się rozpoczął; a to dlatego, że jest nieodwracalny. Wytrzymuję wiele prób, podejmuję się poprawy sytuacji, ale nie można walczyć za dwoje. Gdy już wiem, że bagaż negatywnych odczuć i nienaprawionych błędów ledwie się domyka, pozbywam się wszelkich hamulców. Nie podoba się? Nie umiesz sobie zadbać? Nie umiesz docenić? I zaczynam traktować ich tak, jak traktowali mnie. Miny są bezcenne. W swojej głowie już dawno powiedziałam Ci pa, teraz czekam, aż Tobie otworzą się oczy, a przede mną drzwi. 

 

Ola_ORZO_5

 

Ola_ORZO_1

 

Ola_ORZO_4

 

Ola_ORZO_8

 

Ola_ORZO_18

 

Ola_ORZO_16

 

Ola_ORZO_14

 

Ola_ORZO_13

 

Ola_ORZO_19

 

Ola_ORZO_22

 

Ola_ORZO_28

 

Ola_ORZO_25

 

Ola_ORZO_23

 

Ola_ORZO_29

 

Ola_ORZO_30

 

Ola_ORZO_34

 

Ola_ORZO_32

 

Ola_ORZO_33

 

fot. Arek Stokłosa

stylizacje w całości pochodzą ze sklepu Cropp, nadchodząca kolekcja BLINK PINK

wnętrza użyczyło krakowskie Orzo!

 


18 komentarzy

Winna 09/04/2018 21:32 Po przeczytaniu tej notki coraz bardziej zaczynam dostrzegać że to ja jestem tą toksyczną osobą w związku (jestem pesypistką, mam depresje, Stany lękowe i szybko sie denerwuje i stresuje) mimo że tej drugiej osobie to nie przeszkadza(tak mi się wydaje) i żyje w świadomości że będziemy razem już zawsze. Jak jej mam dac do zrozumienia że ze mną nigdy nie będzie dobrze i że zatruwam jej życie? (Odpowiedz)
Elephant 12/03/2018 15:10 Wspaniale wyglądasz a co do notki zgadzam sie w 100% i widze, że czas to wszystko wprowadzić w życie. (Odpowiedz)
Jaquarundi 09/03/2018 21:20 Też tak potrafię i również zauważyłam tę cechę już w gimnazjum.
To wysoka inteligencja emocjonalna, Olu.
(Odpowiedz)
xaneta 04/03/2018 09:36 Zabrakło mi słów 💕 myślę że często będę wracać do Winnej 2 tak jak do Winnej 1 (Odpowiedz)
flight 28/02/2018 14:08 Od czasu mojego rozstania chyba nikt nie potrafił tak przemówić mi do rozsądku jak ty. U mnie ciężko z tą cechą; liczę na to, że teraz już będę potrafiła bardziej skupiać się na sobie, a nie na ludziach, dla których jestem przeszkodą i nie umieją tego powiedzieć.
PS Mam nadzieję, że planujesz kiedyś wydać książkę, bo twój dobór słów i sposób opisywania nawet najprostszych spraw dnia codziennego zawsze mnie zaskakiwał.
(Odpowiedz)
Daria 28/02/2018 09:44 Chyba właśnie zdałam sobie sprawę, że od niedawna również posiadam taką cechę... Wcześniej jej nie zauważyłam, może wcale jej nie miałam, nie wiem. Post idealnie wpasowuje się do obecnej sytuacji w moim życiu i potrzebowałam takiego uświadomienia. Zdjęcia cudowne, jak zawsze zresztą, bo wyglądałabyś świetnie nawet w worku. 💜 (Odpowiedz)
svlni 28/02/2018 09:29 Oglądam te zdjęcia już któryś raz hahah, są przepiękne (Odpowiedz)
svlni 28/02/2018 02:33 Szczerze mówiąc czytałam ten post zalewając się łzami, mam identyczną cechę jak Ty, potrafię oddzielić uczucia, czasem nawet nic nie czuć, ciągle kogoś w jakiś sposób odrzucam, nie staram się gdy druga osoba się nie stara. Ale dziś czuje się tak niesamowicie samotna.
+wyglądasz cudownie
(Odpowiedz)
@serdusko 28/02/2018 01:14 Szepczi, nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo potrzebowałam tego tekstu w tym momencie swojego życia. Zarówno tym postem, jak i pierwszą częścią „Winnej” trafiłaś dokładnie w punkt. Ujęłaś w słowa dokładnie to, co czułam, a potrzebowałam „usłyszeć”. Uwielbiam Cię ❤️ (Odpowiedz)
Lenka 27/02/2018 22:53 Notka świetna, jednak moje serce skradły zdjęcia. Genialne. Wyglądasz na nich fenomenalnie. Chciałabym mieć tak piękne modelki przed swoim obiektywem jak Ty!
(Odpowiedz)
Mery 27/02/2018 22:11 Jak ja szanuje twoje podejście do swiata, uczuć i w ogole wszystkiego 👏🏻 bardzo sie cieszę, ze dzielisz sie z nami takimi przemyśleniami, jestem pewna ze pozytywnie wpłynęłaś na zycie wielu osob (na moje na pewno i za to zawsze bede ci wdzięczna) (Odpowiedz)
Mery 27/02/2018 22:11 Jak ja szanuje twoje podejście do swiata, uczuć i w ogole wszystkiego 👏🏻 bardzo sie cieszę, ze dzielisz sie z nami takimi przemyśleniami, jestem pewna ze pozytywnie wpłynęłaś na zycie wielu osob (na moje na pewno i za to zawsze bede ci wdzięczna) (Odpowiedz)
iii 27/02/2018 22:01 Tekst petarda💜 A Ty na zdjęciach zrobionych przez Arka jesteś zawsze perfekcyjna!!! (Odpowiedz)
Nieznajoma 27/02/2018 21:24 Dla mnie najlepsze jest to, że mimo, iż moje zdanie jest zupełnie inne od Twojego, to z przyjemnością czyta mi się Twojego bloga i uwielbiam poznawać Cię jako osobę. A musisz wiedzieć, że niestety jestem taką osobą, która nie znosi odmiennego zdania w ważnych kwestiach. Mam nadzieję na więcej takich postów z wewnętrznymi przemyśleniami:) (Odpowiedz)
Vero 27/02/2018 21:12 Ola jak zawsze w punkt! Kolejny wpis który poszerza choryzonty. Dziękuję❤️ (Odpowiedz)
punkcorn 27/02/2018 21:09 jezusie czytam twojego bloga jak Biblię, wskaznik właściwej drogi i na boga Ola!
nie w kwestii toksycznego związku (bo ów mam juz za sobą) ale całkowitej świadomości i odpowiedzialności za MOJE ŻYCIE. kilka dni temu otworzyły mi się oczy. potrzebowałam tego - dziękuję!
(Odpowiedz)
wikon 27/02/2018 21:08 boże ola jesteś tak niesamowita, z każdym postem gdzie się uzewnętrzniasz i wylewasz swoje myśl i przekonuje się o tym coraz bardziej.
nawet nie wiesz jak ogromna inspiracja dla mnie (zapewne nie tylko) jestes. musze sie nauczyc takiego dbania o siebie i swoje zdrowie
(Odpowiedz)
Upsididitagain 27/02/2018 21:07 Kocham Cie Ola..... Perfekcyjnie jak zawsze (Odpowiedz)

Odpowiadasz na komentarz — flight'a (Anuluj)

Od czasu mojego rozstania chyba nikt nie potrafił tak przemówić mi do rozsądku jak ty. U mnie ciężko z tą cechą; liczę na to, że teraz już będę potrafiła bardziej skupiać się na sobie, a nie na ludziach, dla których jestem przeszkodą i nie umieją tego powiedzieć.
PS Mam nadzieję, że planujesz kiedyś wydać książkę, bo twój dobór słów i sposób opisywania nawet najprostszych spraw dnia codziennego zawsze mnie zaskakiwał.